80 kóz, labirynt ze słomy i szczęśliwe dziecko
Na początku tygodnia klasy 4b i c udały się na swoją pierwszą wycieczkę integracyjną po opuszczeniu Placu Karolka. Weszły tym samym w strefę starszaków, nowych wyzwań i wielu zmian. Na rozładowanie pierwszych stresów Kozia Dolina okazała się strzałem w dziesiątkę.
Ojrzanowo, do którego udały się dzieci mieści się niedaleko Łabiszyna. To idealne miejsce do hipoterapii i klasowej integracji. Przez pięć godzin na każdym kroku dzieciom towarzyszyło ponad 80 kóz, dwa kozły, dwa dwutygodniowe koźlęta i dwa psy. Ponadto odbyły się tam również dla nich warsztaty manualne z wypalania kolorowych podkładek lub breloków oraz tworzenia łapaczy snów.
Dzieci były zachwycone bliskim kontaktem z kozami, możliwością ich głaskania, brania na ręce, tulenia. Same karmiły je gałązkami, marchewkami, pietruszką i selerem. Kozy nieustannie domagały się drapania za uszkiem. To była prawdziwa lekcja przyrody. Pomagały również w karmieniu trzytygodniowej kózki Morelki. Zadanie nie było łatwe, ponieważ jednocześnie musiały podstawiać gałązki również mamie Madzi, aby Morelka mogła spokojnie napić się mleka.
W międzyczasie przygotowano ognisko, a w nim pieczone ziemniaki, na kijach swojską kiełbaskę, kozcypka pałuckiego z żurawiną, były też bułki i pyszny ketchup z dyni z zaprzyjaźnionej farmy. Pragnienie zaspokajała lemoniada lub, jeśli ktoś miał ochotę, kozie mleko.
Po jedzeniu przyszedł czas na gry integracyjne. Były biegi w workach, rzuty jajkiem do celu (umiejętność łapania niektórych sprawiła, że pojawiły się przypuszczenia, że jajka są gotowane), a także przeciąganie liny. Nic jednak nie przebiło zabawy w labiryncie ze słomy.
Do domów dzieci wyjeżdżały obdarowane kozim serem z przyprawami, dekoracyjną dynią i produktami wykonanymi własnoręcznie podczas warsztatów manualnych.
Mamy nadzieję, że zachowanie dzieci podczas lekcji sprawi, że z przyjemnością zaczniemy rozglądać się za kolejną wyprawą.
Sabina Waszczuk
Edyta Szulc

